Anna Mikulska, Autor w serwisie MJCC | Employer Branding - Strona 4 z 5

Wszystkie wpisy autora Anna Mikulska

Te nieszczęsne Igreki…

W ubiegłym tygodniu przez mój (i z pewnością nie tylko mój) komputer przetoczyła się dyskusja wynikająca z historii pewnego praktykanta w Nokaucie. Praktykanta, który swoim statusem Nokautera nie nacieszył się nadmiernie, bo po 3 dniach w firmie wyleciał z niej z hukiem za wpisy na Wykopie. Szczegóły ten historii tutaj.

Nie chcę oddawać miejsca na naszym blogu na roztrząsanie tego, czy Nokaut zrobił słusznie wywalając praktykanta, ani tego, czy praktykant był na poziomie gimbazy (choć to również mogłyby być ciekawe tematy :)) Myślę za to, że warto to potraktować jako powód, żeby pogadać o tym, co nas czeka we współpracy z kandydatami/ pracownikami z przyszłości…

Media społecznościowe
Zacznijmy od tego, od czego zaczęła się cała ta sprawa. Media społecznościowe, czy to się komuś podoba, czy nie, są NORMALNĄ częścią CODZIENNEGO życia pracowników z młodszych pokoleń. Możemy sobie dyskutować, czy zakazywać czy też nie, ale musimy się pogodzić z prostą rzeczą – nawet jak zablokujemy Fejsa na biurowym komputerze, ludzie mogą na nim siedzieć non stop korzystając ze swojego smartfona. Powtórzmy za Hsiehem: “If you don’t trust your employees to tweet freely, it’s an employee or leadership issue, not an Twitter Policy issue”. A teraz zamieńmy Twittera na media społecznościowe ogólnie i… zlądujmy w nowej rzeczywistości. One są, no i raczej szybko nie znikną. Trzeba z nimi żyć. Zamiast zakazywać, edukujmy. Rozliczajmy z efektów, a nie, pardonne moi,  dupogodzin. No i jasno stawiajmy granice, bo są przecież rzeczy, których pracownik nie powinien robić, także po godzinach, nie tylko w mediach społecznościowych, ale i w realu… Może gdyby te granice zostały postawione na samym początku, nie byłoby całego zamieszania?

Kwestia autorytetów
Kolejna rzecz, z którą w miejscu pracy niektórym pogodzić się jest trudno: autorytet nie wynika z poziomu w organizacji. Tak, z szefem też można dyskutować. Ba! Można się z nim nawet nie zgadzać! Więc jak szef zakaże korzystania ze społecznościówek, może być pewny, że zapytają “dlaczego?”. A później będą dyskutować, bo z pewnością uznają ten zakaz za niedorzeczny. W końcu, jak dyskusja im się znudzi, mogą też rzucić pracę w ogóle – nie chcą przecież pracować w firmach, które blokują dostęp do Fejsa, zwłaszcza że…

Podejście do pracy…
też mają inne. Nie ta, to inna. Praca ma być fun. Zobaczcie, bohater afery w Nokaucie wylądował, żeby odbębnić (i to słowo wydaje mi się tu wyjątkowo na miejscu) obowiązkową praktykę. Co powiedział, kiedy ją stracił? “Drugi raz mnie nie zwolnią, więc mogę obszerniej opisać całą sytuację, zaoszczędzę też z 1000-1500 zł na paliwie za dojazdy + mogę sobie teraz znaleźć normalną pracę, zamiast robić 3 miesiące za darmo, bo i tak mam drugie praktyki załatwione, które właściwie robię zdalnie, a i tak chodzi przecież o papierek, że je odbyłem“. Gimbaza? Gimbaza. Tylko, że takich kandydatów wchodzi na rynek coraz więcej. A my musimy się nauczyć dobrze odsiewać tych najgorszych w czasie rekrutacji, a później mądrze zarządzać w firmach tymi, którzy przez sito przejdą. Czego wszystkim życzę :)

Czytaj dalej

O targach jeszcze raz. Również subiektywnie :)

Zdaje się, że Adrian wczorajszym wpisem popełnionym na DK (choć akurat miejsce i te konkretne targi były zupełnie przypadkowe – równie dobrze wpis mógł powstać po NIEMAL dowolnej imprezie targowej w PL) wywołał małą burzę. Dyskusja przeniosła się na fejsa i toczyła m.in. tu i tu, no i w realu też. Ja dorzucę moje trzy grosze.

Z Ulą już od jakiegoś czasu wymieniamy zgryźliwe uwagi na temat tego, jak obecnie wyglądają targi i eventy na uczelniach. Kto czyta naszego bloga od jakiegoś czasu (np. ten wpis albo ten), ten wie, że już dłuuuuższą chwilę zastanawiamy się, czy działania pracodawców zmierzają w tę stronę, w którą powinny. W końcu także u nas (w Polsce) pojawiły się pokaźne budżety, w końcu mamy zespoły dedykowane EB, w końcu są ludzie, którzy trochę doświadczenia w tym obszarze mają. I jestem pewna, że dzięki temu stać nas na więcej.

Damian pyta, czy targi się “zużyły”. W jednym z komentarzy pod wczorajszym postem Adriana takie pytanie pojawiło się i u nas. My zagadałyśmy się na ten temat z Anetą wczoraj po wyjściu z biura i dyskusja była tak gorąca, że wcale nie przeszkadzało nam, że na głowy sypie się nam śnieg. Mam też świeżo w pamięci refleksję jednej z uczestniczek warszawskich DK-ów, która powiedziała coś w stylu “torbę to dostać można, ale żeby ktoś potrafił dobrze opowiedzieć o ofercie i odpowiedzieć na konkretne pytania, to nie bardzo”.

Czy targi się przejadły? Nie wiem. Myślę, że ciągle jest na nie miejsce, bo spotkanie z firmą jeszcze długo (zawsze?) będzie fajną okazją, żeby przyjrzeć się jej ofercie i zdecydować, czy to firma dla nas. Ale pewne jest jedno – można je zrobić zdecydowanie lepiej. Tyle, że do tego trzeba trojga: organizatorów (którzy zamiast w ilość pójdą w jakość i np. znajdą sposób, żeby lepiej monitorować kto na targach się pojawia), pracodawców (którzy tyle samo czasu, energii i pieniędzy co coraz bardziej wypasionym stoiskom i gadżetom poświęcą temu, żeby przygotować własnych reprezentantów i naprawdę fajną ofertę dla kandydatów, którzy zdecydują się do firmy dołączyć) i wreszcie – kandydatów (którzy zaczną na targi przychodzić choć nieco bardziej świadomie i przestaną na pytanie “a może praca?” odpowiadać “nie, dzięki, ja tylko po krówkę”).

Czego wszystkim w ten zimowo-wiosenny wieczór życzę. Dobrego weekendu!

Czytaj dalej

Co w sieć wpada, zostaje w sieci

Są takie chwile, że widzimy coś, co dzieje się na naszym employer brandingowym poletku,  my od razu wiemy, że… mamy fantastyczny przykład na nasze szkolenia :) Tak też było wczoraj – zobaczyłam lip duba Orange i natychmiast zaczęłam myśleć, do których szkoleń muszę, po prostu MUSZĘ włączyć porównanie tej sytuacji do czegoś, co wydarzyło się już jakiś czas temu.

Ale po kolei.
Zacznijmy od początku.

Czyli od roku 2010 i dotkniętego efektem Streisand filmu sieci Auchan:

Film miał w teorii być materiałem wewnętrznym, ale jak to w życiu bywa, ujrzał światło dzienne i szybko trafił do skrzynek i komunikatorów wielu internautów. Wylądował też u dziennikarza “Gazety”, który opisał go a swoim blogu i… następnego dnia dostał od dyrektor komunikacji firmy “uprzejmą prośbę” o usunięcie wpisu (więcej przeczytacie na przykład tutaj).
Dość często zdarzało mi się używać tego przykładu na naszych Akademiach, zwłaszcza wtedy, kiedy rozmawialiśmy o tym, czego za wszelką cenę nie robić w mediach społecznościowych. Od wczoraj mam znakomite uzupełnienie tego case’a. Od rana furorę w sieci robił bowiem lip dub nakręcony przez pracowników Orange:
Na reakcję rzecznika nie czekaliśmy długo. Jakże inną niż w przypadku Auchana. Bez zadęcia i straszenia sądem z pozycji siły. Z dystansem do sytuacji.
Nie zmieni faktu, że film w sieci krąży nadal i pewnie nie wszyscy uczestnicy wyjazdu, w czasie którego powstał, czują się z tym dobrze. Mleko się rozlało. Ale też reakcja rzecznika sytuacji nie zaogniła, a nawet w niektórych miejscach spowodowała, że pod udostępnionym filmem pojawiły się (głosy rozsądku? :)) apele o odrobinę dystansu właśnie. I to w takiej sytuacji powinno chyba chodzić?
A na koniec dla fanów gatunku mam jeszcze coś, co wrzucił dziś na swojego FB Mediafun. Nie takie te polskie lip duby straszne, prawda? ;P
Czytaj dalej

2012 i employer branding – część 3

Czytaliście dwie poprzednie części naszego subiektywnego podsumowania roku 2012 w budowaniu wizerunku pracodawcy?
Część pierwsza
Część druga
Oto last but not least – część ostatnia :)

Literkę P zgarnia Poznań
Za kampanię “Poznań zatrudni specjalistów”. Były już próby ściągania kandydatów przez poszczególne firmy (pamiętam np. takie banery mBanku w Warszawie), ale to chyba pierwsze tak odważne wyjście miasta “w Polskę” z komunikatem “jest u nas robota, przyjeżdżajcie”.
Kto następny? Kraków? Łódź? Wrocław? :)

ROI – w końcu!
Mierzenie efektów, zastanawianie się nad sensownością działań, przyglądanie się efektywności nakładów na EB. Musieliśmy nawet rozbudować tę część w naszych szkoleniach, a i po warsztatach Mosleya najwięcej chyba rozmawialiśmy o tej właśnie części w kuluarach (akurat po tej części chyba wszystkim został duuuuży niedosyt). Musimy to powiedzieć ponownie: temat z pewnością będzie się nam przewijał jeszcze częściej w 2013 :)

S oddajemy strategii
Sytuacja jest podobna, jak z “B” i badaniami. Ciągle mamy niedosyt (bo też pojawiały się na wydarzeniach EB-owych kwiatki w stylu “popłynęliśmy z czasem? to ja może pominę część o strategii”), ale też trudno nie docenić faktu, że mniej jest pytań w stylu “A zrobicie nam plakat?”, a więcej “Powiedzcie nam, jak my się mamy pozycjonować na rynku”.

T to targi
Niby nic, niby stare jak świat, ale jednak odbyło się w tym roku małe wietrzenie rynku targowego. Wrocławskie Career Expo, Krakowskie Targi Kariery, Językowe Targi Pracy i Praktyk w Lublinie… Niektóre z tych imprez wyglądają naprawdę obiecująco. Będziemy obserwować :)

Ups, nie mamy nic na “U” :)

WWW
Są tacy (w Stanach, chyba jeszcze nie u nas), którzy twierdzą, że strony WWW to przeżytek, ale akurat w polskim EB stronom karierowym poświęcono trochę miejsca. Parę lepszych, parę gorszych. Ciągle za mało. Kiedy zapytaliśmy studentów o jakość stron karierowych, nie zostawili na nich suchej nitki (no, może z jedną suchą byśmy znaleźli). Wszystko przed nami?

Z jak zamknięcie
Oficjalnie chyba nie było informacji, ale pewnie większość z Was wie, o co chodzi. Ciekawe jakie to przyniesie konsekwencje w 2013, prawda?

Czytaj dalej

Employer brandingowy 2012? Oto część nr 2!

W części pierwszej dotarliśmy do “G”, oto kolejna część alfabetycznego podsumowania roku 2012 w employer brandingu.
Pierwszą część opowieści o 2012 w EB możecie poczytać tu.

Hobbit effect
To MUSICIE przeczytać sami:
Hobbit effect on recruitment :)

I zarezerwowaliśmy dla… iPadów

Ale nie byle jakich iPadów, a tych, które dostali ambasadorzy KPMG. Ambasadorski pakiet tej firmy wzbudził wśród EB-owców sporo dyskusji. My cały czas zastanawiamy się, dokąd to wszystko zmierza. Czy coraz bardziej spektakularne nagrody, rozrastające się dni otwarte itp. zaleją nas za chwilę dokumentnie? A jeśli tak, to czy uda się wszystkim pamiętać o tym, że takie elementy EB muszą służyć realizacji strategii i nie mogą być po prostu tanim chwytem, pozwalającym na chwilę wygenerować trochę buzzu.

Języki
Nic (może poza rozmową o informatykach) tak nie elektryzowało dyskusji w czasie naszych warsztatów, jak niekończące się rozmowy o tym, skąd brać kandydatów ze znajomością języków i tym, czemu absolwenci filologii nie są wymarzonymi kandydatami. Po kandydatów jeździliśmy w różne miejsca, sprawdzaliśmy zagraniczne portale i targi, ściągaliśmy do Polski Włochów, Hiszpanów (łatwiej, bo kryzys), Niemców i Francuzów (trudniej, ale fajne Polki trochę sprawę ułatwiają :)) A w dodatku nic nie zapowiada łatwiejszej rekrutacji takich osób w nadchodzących miesiącach (patrz “C” w części pierwszej).

K zgarnia Andrzej Klesyk

i dyskusja na temat przygotowania do pracy polskich absolwentów, jaka rozpętała się po jego kontrowersyjnej (lub raczej: mocnej, krytycznej) wypowiedzi. Ważne pytanie dla nas (pracodawców) brzmi: co z tym przygotowaniem możemy zrobić? Czy może pozostaje nam tylko liczyć na to, że system edukacji zreformuje się sam?
LinkedIn w polskiej wersji
Czyli “bój się goldenlajnie” :) Chyba każdy, kto obserwuje dopływ kandydatów na LinkedIn, przyzna, że w ostatnim czasie Polaków tam więcej, a – co nawet ważniejsze – są też coraz bardziej aktywni. Co w połączeniu z faktem, że spora część funkcjonalności portalu jest darmowa (lub relatywnie niedroga – choć tego akurat nie można powiedzieć o niektórych pokazywanych w PL pakietach) daje nam coś, co będzie się stawało ważniejszym narzędziem EB i rekrutacji. Pozostaje tylko pytanie, czy dla Goldenline skończy się to tym samym, czym popularność Facebooka dla Naszej Klasy (i chyba znamy odpowiedź…).
M oddajemy Richardowi Mosleyowi w Polsce
Krótko: dobry warsztat, ciekawe przykłady. Poprosimy o kontynuację z kimś interesującym w tym roku :)

Nagrody

Mają swoje nagrody marketingowcy, PR-owcy, HR-owcy, mają i spece od employer brandingu. Niezależnie od tego, że osobiście się cieszymy, bo na inaugurację coś udało się nam zgarnąć :), to liczymy na to, że staną się dobrym pretekstem, żeby każdy choć raz w roku przyjrzał się temu, co robi w obszarze EB i odpowiedział sobie na pytanie o efekty. I na to, że będą przyznawane obiektywnie najlepiej realizowanym projektom, niezależnie od tego, że organizacje, które je przyznają same realizują działania EB-owe dla swoich klientów.

O jak OLT
Co prawda linia upadła tak szybko jak powstała, ale zdążyła zrobić telewizyjny show z rekrutacją w tle (a nawet na pierwszym planie) – Wniebowzięte rozpoczęły ubiegły rok i pokazały, że z budowania wizerunku i rekrutacji da się zrobić coś naprawdę ciekawego i wciągającego nawet dla osób, które się tym na co dzień nie zajmują. Niezależnie od wszystkich kontrowersji wokół OLT, kolejną granicę w employer brandingowych działaniach w Polsce mamy chyba za sobą.
Czytaj dalej

2012 w employer brandingu – część 1

Rok 2012 minął nam… szybko.

Dla MJCC był rokiem:
  • powiększania się zespołu
  • nowych (fajnych!) klientów i starych klientów (też fajnych!)
  • mission impossible (450 osób z językami do zrekrutowania w 4 miesiące w Krakowie – podobno nawet agencje rekrutacyjne mówiły, że to się nie uda) – completed (udało się! :))
  • nowych projektów, których jeszcze nie widać, ale… :)
  • przekroczenia magicznej granicy 100 firm, z którymi spotkaliśmy się w czasie naszych Akademii EB
  • pracowitym, co – niestety – znalazło odbicie w (nikłej, przyznajmy) liczbie wpisów tutaj…
A w EB w ogóle? Oto pierwsza część naszego subiektywnego podsumowania 2012.

Aaaaaaaa employer brandingowca zatrudnię

Jakiś czas temu Grupa Pracuj wypuściła informację, że mało na rynku ofert dla EB-owców. Prawdę mówiąc, czytaliśmy ją ze zdziwieniem, bo naszym zdaniem rynek się mocno ruszył i – jeśli tylko ktoś wie, jak szukać – może znaleźć coś dla siebie. W końcu nie tylko w Warszawie, w końcu nie tylko pozycje asystenckie (zdarzyły się stanowiska managerskie), no i w końcu przy naprawdę ciekawych projektach. Oby tak i w tym roku, prawda? :)
Badania,
które (w końcu!) zaczęły się stawać podstawą tworzenia strategii EB w firmach. Sądząc po liczbie pytań o badania i liczbie (i jakości!) naszych mniej lub bardziej formalnych rozmów o tym, jak się dowiedzieć więcej o firmie, jej wizerunku, potrzebach kandydatów itp., temat stał się w tym roku gorący. I na szczęście nic nie wskazuje na to, żeby stał się mniej interesujący w kolejnym!
C – to dla nas zdecydowanie centra usług wspólnych
Podobno sympatyczni panowie z PAIZ-u mówią kolejnym firmom, że podaż kandydatów w Polsce jest nieograniczona. Centra usług mnożą się więc na potęgę, a na rynkach pracy takich jak krakowski, wrocławski czy łódzki robi się coraz ciaśniej. Dla EB oznacza to, że firmy muszą robić coraz więcej, a może przede wszystkim – mądrzej. Patrzymy na 2012 i nowe firmy w Krakowie, Wrocławiu i paru innych miastach i… czekamy na 2013 z nadzieją, że jeszcze większa konkurencja będzie powodować, że dobrych działań będzie przybywać!
Literkę D zgarniają studia dualne
Napatrzyliśmy się na ten model kształcenia u naszych zachodnich sąsiadów, no i wreszcie mamy je także u nas. Np. na Politechnice Poznańskiej, która automatyków i robotyków kształci we współpracy z Volkswagen Poznań i Phoenix Contact. Dużo się mówiło o jakości kształcenia w Polsce (do tego jeszcze wrócimy w naszym podsumowaniu), ten rodzaj współpracy wydaje się nam fantastycznym sposobem na to, żeby zamiast siedzieć i narzekać, zrobić coś, co może tę jakość poprawiać.

Euro 2012, a właściwie pewna przerwa

Euro w Polsce i na Ukrainie przewija się w niemal wszystkich podsumowaniach roku. U nas też będzie, dzięki przerwie w meczu Polska-Grecja. Lidl mówiący swoim pracownikom, że są mistrzami świata – bezcenne! Swoją drogą Lidl sprawił nam też dodatkową niespodziankę zmieniając Nestlé na pozycji partnera strategicznego Dni Kariery. Ciekawe na jakie zaskoczenia możemy liczyć w tym roku.
Fotki ze stocków
Pisaliśmy o tym już jakiś czas temu, w 2012 – za sprawą Emmy wykorzystanej w reklamie zup Profi – temat wrócił. Pozwolimy sobie więc zaapelować jeszcze raz: mniej stocków, więcej fajnych zdjęć. Nawet jeśli pracownicy będą nieco mniej fotogeniczni od profesjonalnych modeli, wyjdzie to wszystkim na dobre.
Grywalizacja
Poza nowymi grami (np. przeniesionym na Facebooka Trustem Danone’a), coraz więcej elementów grywalizacji wkradało się w wydarzenia, na targowe stoiska, no i wreszcie w rekrutacji (pamiętacie Saatchi&Saatchi?) czy onboardingu. Gdybyśmy mieli wskazywać trendy na najbliższą przyszłość, zdecydowanie byłby to jeden z najważniejszych!
Czytaj dalej

Penguin impressed me – fajne ogłoszenie rekrutacyjne

Proste bywa fajne. Powiem więcej, proste bywa najlepsze. Jak nowe ogłoszenie Penguin Books, które rozprzestrzenia się w mediach społecznościowych, co z pewnością było z góry zaplanowane :)

Zaczyna się tak:

A resztę (fajną, więc warto!) możecie zobaczyć tu: http://impressapenguin.com/

Bardzo mi się podoba to, co Penguin zrobił z prostym narzędziem – ogłoszeniem rekrutacyjnym. Jak widać naprawdę nie potrzeba nam wielkich budżetów i szeroko zakrojonych kampanii, żeby zrobić coś ciekawego. I oby udawało się to nam jak najczęściej :)

Nowy-obraz-0-
Czytaj dalej

Czy idziemy w dobrym kierunku?

Ci, którzy mieli okazję spotkać się z nami na Akademii o Y słyszeli już historię o studencie “wiodącej polskiej uczelni” zaglądającym na warsztat jednej z korporacji, dziwiącym się “nie ma pizzy?” i odpuszczającym sobie udział z tego powodu. Pamiętam dyskusje o tym, że “te Y są rozpuszczone, nic im się nie chce, jak nie ma gadżetu, to nie przyjdą”. Nie chcę dziś zajmować się tym, ile w takich stwierdzeniach prawdy; chcę sobie pozwolić na smutną refleksję, że sami (pracodawcy) jesteśmy winni, że sytuacja tak wygląda.

Bo kiedy zaczęło być trudno przyciągnąć uczestników na warsztaty, firmy zaczęły na nich karmić, ubierać i kusić losowaniami laptopów. Kiedy ambasadorstwo przestało być supersexy, w ofercie dla uczestników programów pojawiło się wynagrodzenie, a ostatnio także pakiety powitalne z iPadami. Fanów na Facebooku kupuje się konkursami z nagrodami, na targach rozdaje się tony bezsensownych gadżetów. I tak wymieniać można długo…

Zastanawiam się, dokąd to wszystko zmierza. Nie twierdzę, że trzeba zacząć prowadzić ascetyczne kampanie bez jednego gadżetu. Ale wydawanie kilkunastu tysięcy na catering na prostym spotkaniu z kilkudziesięcioma studentami uważam za – delikatnie mówiąc – przesadę.

Pamiętam, jak kilka lat temu z UK zobaczyłam materiały z kampanii jednej z firm konsultingowych, która w campusowym konkursie rozdała… Mini Coopera. Miałam wtedy nadzieję, że nie pójdziemy tą drogą. Teraz mam wątpliwości… Proszę, niech mi ktoś powie, że nie dojdziemy do takiego absurdu…

Czytaj dalej

Marketing rekrutacyjny to za mało…

Za ten wpis zabrałam się już tak dawno, że właściwie trochę wstyd, że kończę go dopiero po wczorajszym spotkaniu w gronie zaprzyjaźnionych employer brandingowców i pewnej rozmowie o tym, jak to firmy w Polsce zabierają się do budowania wizerunku pracodawcy… W ogóle wstyd, że nas tu tak długo nie było, ale to już temat na inną rozmowę :)

A zaczęłam go, kiedy przygotowywałam się do udziału w panelu w czasie EB Summit, dopiero co skończyłam oceniać prace zgłoszone do konkursu Employer Branding Excellence Awards, mając świeżo w pamięci naszą, przedłużoną o ponad godzinę kuluarowych rozmów, Akademię EB o strategii, no i patrząc na ostatnio opisywane i chwalone w Polsce case’y. Czyli w momencie, w którym właściwie nic nie składało mi się w sensowną całość. I, choć minęło od tego czasu kilka ładnych tygodni, nic się w tej sprawie nie zmieniło.

Bo z jednej strony tyle mówi się ostatnio o strategii: że trzeba mieć, że employer branding to coś więcej niż marketing rekrutacyjny… Z drugiej strony wystarczy rzut oka na te kampanie, o których najwięcej mówi się i pisze, żeby zobaczyć, że ciągle strategiczne podejście kuleje. I to bardzo.

Abstrahując od konkretnych przykładów, bo nie o nie tu chodzi…
Nie jest sztuką wydać na kampanię 500.000 pln (albo i więcej) i zrealizować cele (a czasami nie). Sztuką jest zrobić to za 20.000 (a czasami jeszcze mniej).
Nie jest sztuką zrobić coś, czego nikt jeszcze w Polsce rekrutacyjnie/ EB-owo nie robił i chwalić się, że się było pierwszym. Sztuką jest zrobić to, co naprawdę trafi do grupy docelowej.
Nie jest sztuką zapłacić kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy i być wysoko w rankingu, mieć certyfikację jakiejś instytucji i chwalić się ładnym logo w materiałach. Sztuką jest tak działać, żeby najlepszymi ambasadorami firmy byli jej pracownicy.
Nie jest sztuką dostać nagrodę za sexy projekt, który łatwo się pokazuje w prezentacjach i case’ach, a o którego skuteczność niewielu pyta. Sztuką jest zrobić skuteczny projekt, o którym nie będzie się może mówić szeroko, ale za to ci, co mają, po prostu zaaplikują.

Nie zawsze do tego potrzeba Facebooka. Czasami wystarczą proste standy na kluczowym wydziale. Powiem więcej, są miejsca, gdzie pracodawca na Facebooku = pracodawca zdesperowany. Taka jest percepcja. A że są tacy, co próbują tam rekrutować za pomocą podcastów, to już inna sprawa.

Nie ma sensownych kampanii bez dobrego researchu i poważnej pracy wykonanej na ich wstępnym etapie. Bez wiedzy, co działa na SGH, a co ma sens na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim (a nie są to “skrajne skrajności”). Bez chęci do tego, żeby się nieustannie uczyć: tego, czego oczekują kandydaci; tego, co oferują konkurenci; tego, jakie są możliwości – bo przecież te nieustannie się zmieniają. Bez wiedzy, gdzie rozmawiać warto z panią Zosią z dziekanatu, gdzie z Kasią z biura karier, a gdzie tylko z Bartkiem z organizacji studenckiej; bez tej wiedzy takich kampanii nie ma…

Szukam pointy, ale nie mogę znaleźć. Może dlatego, że idealna pointa (tego wpisu), to jednocześnie… start (dobrej kampanii)… Czyli rzeczy mało popularne, mało sexy… Badania, reserache, przeszukiwanie forów i raportów; patrzenie (krytyczne!) na to, co robi konkurencja; czasami długie (tygo)dnie myślenia, zanim wpadnie się na to, co naprawdę tę konkretną firmę może wyróżnić i spowodować, że kandydaci zaaplikują. Patrzenie od środka na zewnątrz, a nie zaczynanie od fotokodów i ambientów.

Przeczytałam zgłoszenia. Wszystkie. Uważnie.
I cieszę się, że w kategorii ‘Strategia’ wygrała firma, która swoich ludzi nazywa ‘współpracownikami’ (nie ‘pracownikami’, nie ‘najcenniejszym zasobem’), która robi więcej w środku, niż na zewnątrz, w której kawałek starego biura przenosi się do nowego w centrum Warszawy. Sama na nią głosowałam. Ale mam też nadzieję, że w kolejnych edycjach więcej odwagi będą miały firmy, które dużo dobrego robią lokalnie, na mniejszą skalę, ale też bliżej własnej grupy docelowej. I że ich działania, często duuuużo bardziej skuteczne niż spektakularne akcje ogólnopolskich gigantów, będą miały szansę być docenione…

Czytaj dalej

Euro 2012 w pracy

Od otwarcia Euro 2012 dzielą nas już tylko minuty, a ja naprawdę miałam ochotę oprzeć się wszechogarniającej piłkarskiej gorączce. Ale się nie da :) W biurowym oknie powiewa biało-czerwona, zza niego słychać wuwuzele, w lodówce chłodzi się co nieco na wspólne wieczorne oglądanie rozgrywki z Grecją, Ludzie z MARS-a ulegają przesądom, a E&Y chwali się swoją strefą kibica. No, po prostu się nie da… Czy można jakoś przetrwać nadchodzące dni w firmach, a być może nawet wykorzystać je z korzyścią dla wizerunku pracodawcy?


Flexi jest sexi
Euro w Polsce, z udziałem polskiej reprezentacji to wyzwanie. Mecz otwarcia na Narodowym, później pojedynki z Rosją i Czechami, no i – miejmy nadzieję – kolejne mecze, to coś, co wielu, nawet okazjonalnych kibiców, będzie chciało zobaczyć, także wtedy, gdy będą w pracy. I nie oszukujmy się – jeśli nawet każemy im siedzieć przy biurkach, na wysoką efektywność raczej nie możemy liczyć. Może więc, zamiast udawać, że tego nie widzimy, pomyśleć o tym, jak umożliwić pracownikom pogodzenie futbolowej pasji z pracą?
A możliwości jest wiele. O2 na przykład już w kwietniu, przygotowując się do Igrzysk Olimpijskich, przeprowadziło eksperyment i na jeden dzień poprosiło wszystkich (z wyjątkiem tych, których obecność w biurze była naprawdę niezbędna) pracowników o pracę z domu.

O efektach można było poczytać w Personnel Today, dość jednak wspomnieć, że 88% uczestników eksperymentu zadeklarowało, że pracowało w ten sposób efektywniej niż w trakcie normalnego dnia w biurze. Jeśli taki eksperyment to za wiele na początek, można przynajmniej zastanowić się nad elastycznymi godzinami rozpoczęcia i zakończenia pracy lub możliwością skracania “dni meczowych”, a odpracowywania ich w innych terminach.

Emocje grupowe
Z góry łatwo przewidzieć, że najtrudniej będzie zarządzać pracownikami w czasie meczów polskiej reprezentacji. Może więc zamiast ze zdumieniem obserwować spadającą krzywą wydajności, zatrzymać na te 90 minut linię produkcyjną i pozwolić pracownikom wspólnie cieszyć się z wygranej Polaków? (porażek jako niepoprawni optymiści nie zakładamy :)) Zdarzyło nam się rozmawiać z pracownikami firmy, która tak właśnie robi i – wierzcie mi – był to jeden z mocniejszych punktów wymienianych wtedy, gdy pytaliśmy o powody, dla których uważają, że to fajny pracodawca.
Wiem, że nie wszędzie jest to możliwe, ale warto się przyjrzeć firmie i wykorzystać coś, co może zadziałać – strefa kibica w E&Y, wspólne wyjście na mecz na dużym ekranie w kinie, może konkurs na typowanie wyników? Skoro okazja nasuwa się sama, wykorzystajmy ją, żeby budować wspólne przeżycia zespołu.

Być fair…
Nie wszyscy ulegają gorączce Euro 2012. Nie wszyscy kibicują Polakom. Wprowadzając jakąkolwiek zasadę trzeba więc zadbać o to, żeby była sprawiedliwa. Masz na pokładzie np. Włochów, którzy nie wyobrażają sobie nie obejrzeć squadra azzura? Daj pracownikom wybór, kiedy skorzystają ze skróconych godzin, pozwól im zamienić się zmianami, na których pracują, pozwól typować wyniki różnych (nie tylko polskiej) reprezentacji.

Chwila testu
Wykorzystaj Euro jako szansę przetestowania rozwiązań, które później  można wprowadzać przy innych okazjach – może niektóre elastyczne rozwiązania sprawdzą się tak dobrze, że staną się w firmie normą, a nie  procedurami wprowadzanymi od wielkiego dzwonu? Za co zresztą mocno trzymam kciuka. Tylko jednego, bo drugiego ściskam za Lewandowskiego, Piszczka, Szczęsnego i spółkę. :)

PS.
Lidl wykorzystał przerwę meczu z Grecją, żeby w reklamie podziękować pracownikom za ich pracę i powiedzieć, że dla firmy oni są kimś więcej niż mistrz Europy – są mistrzami świata! To się nazywa wykorzystanie okazji!

Czytaj dalej